Kulinaria Ewy

Pozakulinarnie

  • wtorek, 05 marca 2013
    • Top 3 książek o pieczeniu + bonus

       

      Dzisiaj chciałam Wam przedstawić moje top 3 książek o pieczeniu i deserach. A może powinnam napisać top 4, bo niedawno do ulubionych dołączyła kolejna pozycja. Ale zacznijmy od początku.

      Moim absolutnym numerem jeden jest "Home Bake" Eric'a Lanlard. Jest cudowna pod każdym względem!

      Książka została podzielona na rozdziały: Sponge cakes, Tarts, Meringues, Muffins & cupcakes, Tray bakes, Festive recipes, Cheesecakes, Puddings oraz Pastries & biscuits. Każdy z nich zawiera kilkanaście przepisów. Niestety nie przy każdym znajdziemy zdjęcie, a szkoda, bo zdjęcia są olbrzymim atutem tej publikacji. Są po prostu przepiękne!


      Wszystkie przepisy, które do tej pory wypróbowałam, a było ich już kilkanaście, okazały się strzałem w dziesiątkę. Nie zdarzyło się jeszcze, żeby deser zrobiony z przepisu pana Lanlard, nie wyszedł. Myślę, że jego receptury można stosować w ciemno. Na pewno wszystko będzie pyszne!

      Książka nie jest zbyt tania, bo jej cena okładkowa to 20£, ale na amazonie można ją kupić nieco taniej. Moją udało się upolować rok temu w Tk Maxx za 30 zł :). Teraz niestety już jej nie widziałam. 

      Wydana jest w języku angielskim, wersja polska na razie nie istnieje.

       

      Numer dwa, to "Moje wypieki" Doroty Świątkowskiej, autorki bloga moje wypieki.
      Pani Doroty, chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Chyba każdy polski amator domowego ciasta, przynajmniej raz korzystał z jej przepisów i zachwycał się przepięknymi zdjęciami.

      Książka jest właściwie papierową wersją bloga, ale ja lubię mieć ulubione przepisy pod ręką, w kuchni, a nie tylko w komputerze ;).

      Moje wypieki to najczęściej eksploatowana książka w mojej biblioteczce. Przepisy są proste, przejrzyste, sprawdzone (!) i opatrzone cudownymi zdjęciami.

      Cena okładkowa: 64,05 zł. Niestety, według informacji ze strony autorki, obecnie cały nakład jest wyczerpany. Być może książkę można jeszcze kupić w jakichś mniejszych księgarniach, ale nie mam pewności.

       

       

      Numer trzy w mojej biblioteczce, to absolutny "must have" każdego cukiernika-amatora czyli "Desery. Od najprostszych po wykwintne" Pierre Hermé. 

      Książka zawiera przepisy na różnorodne desery i ciasta z całego świata. Zebrano w niej tak rozległą wiedzę, że mimo najszczerszych chęci, nie udało mi się wypróbować nawet połowy receptur, a mam ją już od ponad dwóch lat.

      Znajdziecie w niej przepisy podstawowe na wszelkiego rodzaju ciasta (np. francuskie, kruche, ptysiowe), słodkie sosy i kremy, a także rozbudowane opisy przygotowania małych cukierniczych cudeniek. Nie zawaham się powiedzieć, że jest to cukiernicza biblia.

      Jedynym minusem jest brak zdjęć przy większości przepisów, ale i tak uważam, że warto ją mieć w swojej biblioteczce.

      Cena książki to 99 zł, ale nie jest już dostępna w regularnej sprzedaży. Mi udało się ją kupić w taniej książce za powalającą cenę 19 zł :). Jeśli tylko będziecie mieli okazję aby ją nabyć, nie wahajcie się ani chwili. Nie będziecie żałować!

       

       

      Ostatnią pozycją, choć nieco poza listą, bo wypróbowałam dopiero dwa przepisy, jest "Słodkie" Elizy Mórawskiej.

      Na razie książkę traktuję jako album. Mogę ją przeglądać bez końca i niezmiennie zachwycają mnie przepiękne fotografie. Są nieco inne niż te znane z bloga White Plate, ale według mnie tak samo piękne.

      Książka kosztuje 69 zł i jest to jej największa wada ;).

       

      A jakie są Wasze ulubione książki o pieczeniu?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Top 3 książek o pieczeniu + bonus”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bebak21
      Czas publikacji:
      wtorek, 05 marca 2013 11:05
  • czwartek, 15 listopada 2012
    • Liebster blog award

      Kilka dni temu zostałam zaproszona do łańcuszkowej zabawy przez: Magdę z bloga coolinarne eksperymenty.

      Celem tej zabawy jest wyróżnienie i zareklamowanie Waszych ulubionych blogów. Wystarczy odpowiedzieć na 11 pytań zadanych przez osobę, która Was zaprosiła do zabawy. Następnie należy przedstawić listę Waszych jedenastu ulubionych blogów, powiadomić o tym ich autorów i przedstawić im Wasza listę 11 pytań. Nie wolno nominować blogera, który Was nominował.

      Pytania Magdy:

      1. Nowy Jork czy Nowa Zelandia?

      Nowy Jork, zawsze chciałam tam polecieć.

      2. Na piechote czy samochodem?

      Samochodem, zdecydowanie.

      3. Ksiazki czy kino?

      Jedno i drugie.

      4. Na slodko czy na slono?

      Słodkości to moja słabość, jak z resztą widać po blogu ;)

      5. Wies czy miasto?

      Miasto. Jestem okropnym mieszczuchem.

      6. Ulubione danie?

      Długo by wymieniać...ale jak ma być jedno to chyba calzone ze szpinakiem i serem feta.

      7. Kulinarne eksperymenty czy wyprobowane przepisy?

      Lubię eksperymentować.

      8. Kuchnia wloska czy francuska?

      Włoska, francuzi jedzą zbyt dużo masła.

      9. Zimne piwko czy wytrawne wino?

      Wino do obiadu lub na randce, a piwo wieczorem, przed telewizorem.

      10. Sauna czy hammam?

      Sauna.

      11. Ekonomia czy ekologia?

      Ekonomia.

       

      Teraz powinnam nominować kolejne jedenaście osób, ale jest zdecydowanie więcej blogów, na które wchodzę regularnie i czekam na nowe wpisy, więc musicie mi wybaczyć, ale przerwę łańcuszek. Po prostu nie mogę się zdecydować ;).

      Pozdrawiam Was serdecznie,

      Ewa

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bebak21
      Czas publikacji:
      czwartek, 15 listopada 2012 11:33
  • poniedziałek, 15 października 2012
    • Blog Forum Gdańsk 2012 i porażka z cateringiem

       

      Kilkadziesiąt godzin bez snu, 16 godzin spędzonych na konferencjach i 24 godziny w pociągu, w tym ponad 12 bez ogrzewania. Tak w skrócie wyglądała moja wycieczka na Blog Forum Gdańsk.


      Ogólnie z całej imprezy jestem zadowolona. Było ciekawie i dowiedziałam się wielu rzeczy, które mimo, że wydają się oczywiste, to sama na nie nie wpadłam ;).

      Po niektórych wykładach miałam mieszane uczucia, ale największe rozczarowanie przeżyłam na warsztatach ze stylizacji kulinarnej. Niestety Pani Stylistka nie odzywała się prawie w ogóle i całe warsztaty poprowadził Pan Fotograf, który również nie miał za wiele do powiedzenia...nie tego się spodziewałam :(.

       

      Na zdjęciu warstwowy mus z czarnej porzeczki i truskawek z (prawdopodobnie) panna cottą (nie jestem pewna, bo jadłam inną wersję), który fotografowaliśmy.

       

      Podobała mi się prezentacja Doroty Kamińskiej, na temat kręcenia filmów kulinarnych. Jej wskazówki mam zamiar wkrótce wykorzystać w praktyce :).

       

      Dorota i jej niesamowite nogi ;)

      Ogromnym plusem była też możliwość poznania wspaniałych ludzi, z którymi łączy mnie wspólna pasja. Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkamy się w "realu", a nie tylko na blogach :).

      A żeby na koniec nie było tak słodko, to napiszę kilka słów o cateringu na Blog Forum. Niestety nie wiem z jakiej restauracji był zamawiany lunch, ale tak paskudnego obiadu chyba nigdy w życiu nie jadłam! Jedyne co mnie zmusiło do skończenia swojej porcji, to fakt, że byłam już naprawdę bardzo głodna, a perspektywa picia czwartej kawy na pusty żołądek, nie była zbyt zachęcająca.

      Zdecydowałam się na "polędwiczki" z dorsza w sosie pomidorowym, ziemniaki i gotowane warzywa. O ile do warzyw ciężko się było przyczepić, bo były ugotowane na półtwardo, tak jak lubię, to ziemniaki wołały o pomstę do nieba! Były niedogotowane z bardzo mocno wyczuwalnym, piekącym posmakiem sody oczyszczonej! Ryba była sucha, pełna ości i kompletnie niedoprawiona. Poza tym kucharz, który wmawiał mi, że dorsz ma polędwicę, powinien się chyba cofnąć do szkoły... ŻADNA RYBA NIE MA POLĘDWICY!!!

      Niesławny lunch

      Na osłodę wrzucam jeszcze kilka zdjęć i mam nadzieję spotkać Was w Gdańsku za rok :)

       

      Sałatka z grillowanych warzyw z pseudo fetą ;) Była smaczna, choć ja podałabym ją na ciepło, a nie w temperaturze lodówkowej.

       

      Desery były bardzo smaczne choć nieco przywiędłe.

      I na koniec stadion.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Blog Forum Gdańsk 2012 i porażka z cateringiem”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bebak21
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 października 2012 17:39
  • środa, 19 września 2012
  • sobota, 23 czerwca 2012
    • MasterChef Polska - casting w Krakowie

      MasterChef casting Krakow

       

      Dzisiaj wyjątkowo nie będzie przepisu, tylko relacja z castingu, na którym byłam wczoraj.

      Właściwie to w ogóle miałam tam nie iść, bo zawsze potwornie stresowały mnie tego typu imprezy. Tak się jednak złożyło, że przypadkowo napomknęłam o tym mężowi, a później znajomym i wszyscy kazali mi spróbować. Pomyślałam, że nie mam nic do stracenia i poszłam, a żeby mi się nie nudziło, zabrałam ze sobą męża. Nawiasem mówiąc później okazało się, że to był bardzo dobry pomysł.

      Na miejsce dotarliśmy około dziesiątej i trafiliśmy na moment kręcenia czołówki programu.

      W rejestracji dostałam numerek, a potem musiałam dołączyć do pozostałych uczestników i krzyczeć: "master chef" do kamery na zmianę z biciem brawa i robieniem "uuuuuuuu" ;).

      Później nastąpiła faza czekania. Czekałam i czekałam i czekałam i czekałam...aż przyszła miła organizatorka i razem z innymi sąsiednimi "numerkami" zaprosiła mnie do namiotu. A tam...znowu czekałam ;). Pani przychodziła jeszcze 5 razy i za każdym razem sprawdzała obecność i kazała czekać. Aż w końcu zostaliśmy zaprowadzeni pod bramę wejściową i tam znowu musieliśmy czekać. Kiedy w końcu weszłam do środka dopadła mnie delikatna trzęsiawka, ale jakoś sobie poradziłam z nałożeniem deseru na talerz. Dekoracja wyszła mi trochę krzywo, bo latającymi z nerwów rękami ciężko było zrobić równe maziaje z sosu czekoladowego.

      Stres był olbrzymi, ale myślę, że było warto. Mój mini torcik szwardzwaldzki został pochwalony przez szefa kuchni i pochłonięty prawie w całości. Dobrze, że na wszelki wypadek zrobiłam dwie porcje, bo nie miałabym czego podać reszcie komisji ;).

      Na końcu zostałam przepytana przez producentów programu z różnych aspektów życia osobistego, dostałam wejściówki do Makro i koszulkę i mogłam iść do domu. Do 4 lipca dowiem się czy walczę dalej. Na razie na nic się nie nastawiam, ale nie ukrywam, że chciałabym przejść do następnego etapu.

      Trzymajcie kciuki :).

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „MasterChef Polska - casting w Krakowie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bebak21
      Czas publikacji:
      sobota, 23 czerwca 2012 09:19

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

Kanał informacyjny

Top Blogi
my foodgawker gallery
Napisz do mnie

Durszlak.pl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów

Opcje Bloxa